|
Rozmowa z Aleksandrą Malutą, lekarzem weterynarii – specjalistą chorób zwierząt nieudomowionych Od nowego roku, wejdzie w życie rozporządzenie Ministra Środowiska zakazujące hodowli zwierząt niebezpiecznych. Czy są zwierzęta całkowicie bezpieczne? Podział zwierząt na bezpieczne i niebezpieczne nie jest zbyt szczęśliwy. Należy pamiętać, że bardzo często zachowanie zwierząt zależy od zachowania ludzi zajmujących się nimi. I zazwyczaj to ludzie sami prowokują agresywne zachowania zwierząt. Domyślam się, że w rozporządzeniu jest mowa o wyjątkowo niebezpiecznych gatunkach, np. żmijach… Nie tylko. Są tam też wymienione gatunki niejadowite, np. popularny w hodowlach pyton tygrysi. Wymieniono również pająki, których jad nie jest, na ogół, szkodliwy. Mówię: na ogół, bo, jak wiadomo, każdy jad może wywołać wstrząs anafilaktyczny, a co za tym idzie zapaść mogącą doprowadzić do zgonu. Ale takie samo niebezpieczeństwo zagraża alergikom ze strony szerszeni, os, a nawet popularnych meszek.
Rozporządzenie, z chwilą wejścia w życie, zobowiąże hodowców do przekazania zwierząt placówkom naukowym, cyrkom albo ogrodom zoologicznym. Niestety tak. A należy wiedzieć, że cyrki często nie mają warunków do przetrzymywania gatunków wymienionych w rozporządzeniu, np. gadów. Podobnie rzecz się ma z wieloma placówkami naukowymi. A co do ogrodów zoologicznych, to trzeba jasno powiedzieć, że ogrody te nie są stworzone po to, by być przytułkami dla zwierząt. One mają inne cele dla których zostały powołane. Nawet gdyby dyrektorzy zdecydowali się na przyjęcie tych zwierząt, to, z tego co wiem, większość ogrodów nie jest przygotowana na przyjęcie nowych pensjonariuszy. Przecież tu chodzi o tysiące egzemplarzy. A to pociąga za sobą ogromną akcję logistyczną polegającą na budowaniu klatek, terrariów, angażowaniu opiekunów… To kosztuje ogromne sumy i mnóstwo czasu.
Ponoć dyrektorzy ogrodów mówią, że środki, które zamierza Ministerstwo na to przeznaczyć są niewystarczające i, w najgorszym scenariuszu, to gminy będą musiały dać pieniądze na przygotowanie schronisk. Nawet o tym nie chcę słyszeć. Przecież to nierealne. Profesjonalne terrarium dla jednego węża, stworzone zgodnie z normami ustawowymi obowiązującymi ogrody zoologiczne to spory wydatek. A do tego dochodzi wyżywienie, pensja opiekuna i opieka weterynaryjna. A co, jeśli zwierzak zachoruje? Tylko hodowcy wiedzą, że np. leczenie zwykłego zapalenia płuc, na które dość często zapadają gady może kosztować kilkaset, nawet tysiąc złotych. Którą gminę będzie na to stać? Pamiętać należy także o tym, że zwierzęta przekazane do takich miejsc mocą ustawy to, brzydko mówiąc, zbieranina, dlatego też konieczna będzie kwarantanna. A w przypadku gadów, zgodnie z dobrą praktyką hodowlaną, taka powinna trwać 6 miesięcy.
Czy możliwe aby Ministerstwo nie przewidziało skutków takiej decyzji? W końcu lista zwierząt była przygotowywana od dłuższego czasu… Jestem członkiem Polskiego Stowarzyszenia Terrarystycznego i, mimo naszych sygnałów, nikt z Ministerstwa nie rozmawiał z nami na serio. Gdy zgłosiliśmy problem, udzielono nam jedynie zbywającej odpowiedzi nie oczekując naszych porad. Na marginesie, lista gatunków miała liczne błędy. Osoby, które ją przygotowywały, nie zgłębiły tego problemu z należytą uwagą.
A co na to hodowcy? Do niedawna nikt się nie przejmował hodowcami, lecz poniekąd kolejne przesunięcie terminu wejścia w życie rozporządzenia ( 01.01.2009), między innymi uzasadniane jest protestami hodowców. Pomijając stosunek emocjonalny hodowcy do zwierzaka, należy pamiętać, iż niektóre zwierzęta, np. barwne odmiany pytona tygrysiego, czy siatkowanego są drogie i jeden egzemplarz może kosztować nawet kilka tysięcy dolarów. A są osoby mające po kilka egzemplarzy. Nie dziwmy się więc, że, choćby z tego względu nie oddadzą ich za darmo. Słowem: hodowla zejdzie do podziemia.
Ministerstwo tłumaczy się względami bezpieczeństwa, co należy zrozumieć, bo może się zdarzyć, że wąż ucieknie i… ugryzie sąsiada. Wypadki mogą się zdarzać. Jednak zakaz hodowli niczego nie gwarantuje. Obecnie, wg ustawy o ochronie przyrody, osoby prywatne nie mogą posiadać zwierząt jadowitych*. Zawsze jednak znajdą się hodowcy, którzy będą w ukryciu trzymać np. jadowite węże, skorpiony, pająki… Tym bardziej, że łatwo je kupić: np. u naszych południowych sąsiadów za pięknego, jadowitego węża płaci się równowartość… 30 - 50 zł . Tak niska cena może kusić osoby, które nie mają żadnego doświadczenia z gadami. Należy dodać, że w Czechach i Niemczech można legalnie hodować zwierzęta jadowite i Polakom nabycie ich i przywiezienie do kraju nie stwarza większych trudności. I może się zdarzyć, że ktoś przyjdzie w gości do takiego posiadacza, sięgnie do terrarium i zostanie ugryziony. I wówczas mamy dramat: szpitale ani inne jednostki ratownictwa nie będą mieć antidotum, zaś lekarze też nie będą szkoleni na wypadek ukąszeń, bo – rozumując z pozycji urzędnika – nie ma legalnych grzechotników, to i nie ma problemu. Nawet jeśli opiekun gada będzie w posiadaniu surowicy, lekarz nie może jej podać, bo nie jest w Polsce zarejestrowana.
Jakie jest więc wyjście z sytuacji? Pozwolić na posiadanie i hodowlę niektórych gatunków zwierząt uznanych za jadowite. Jednak pod warunkiem, że posiadacz najpierw będzie musiał uzyskać zezwolenie i opłacić składkę , której część zostanie przeznaczona na ubezpieczenie, tak aby posiadacz jadowitego zwierzęcia miał refundowane leczenie. Zwierzęta jadowite powinny być zarejestrowane, bowiem pozwoli to na stworzenie ewentualnej bazy surowic i przeszkolenie personelu medycznego, tak aby ratownicy wiedzieli jak udzielić pomocy w razie ukąszenia.
Ale i tak znajdą się tacy, którzy będą hodować bez rejestracji. Jeśli już, to będą to pojedyncze przypadki. Człowiek, który ma hodowlę wartą często dziesiątki tysięcy dolarów, z pewnością nie pożałuje stu czy dwustu złotych na zalegalizowanie zwierząt.
* Oprócz zwierząt jadowitych zakaz ten dotyczy także innych "niebezpiecznych", których tyczy się niniejsza ustawa. Jednak przepis ten należy czytać wraz z rozporządzeniem zawierającym listę gatunków, których hodowla prywatna, poza ogrodami zoologicznymi, cyrkami oraz placówkami naukowymi jest zabroniona. Jak do tej pory niniejsza lista nie została uprawomocniona, czego efektem są od kilku lat starania wielu aktywistów w celu rozsądniejszego rozwiązania niniejszego problemu. Dziękuję za rozmowę. Rozmawiał Andrzej Jeżewski
 Artykuł pochodzi z miesięcznika społeczno-politycznego "Zielono i w poprzek". http://www.wpoprzek.pl/ Został opublikowany za pisemną zgodą redakcji niniejszego czasopisma.
|